Zgrabna jak frytka z Airfryer od Philips

22 sty 2016

Wychowałam się w tradycyjnym polskim domu. Domu, w którym w niedziele na stole królował rosół w towarzystwie smażonego mięsa, a oka tłuszczyku spoglądały niemal z każdego talerza. Kuchnia zdecydowanie zamiast fast była w stylu slow, który celebrowała moja babcia, podając nam zamiast chipsów domowe frytki. I choć wszytko co pisze brzmi niezdrowo to jednak dawało radość, przyjemność i pewnego rodzaju wolność. Dziś jedząc frytki widzę przed oczami program Ewy Drzyzgi, gdzie w szklanym pojemniku lądowały pokrojone ziemniaki,
które prowadząca zalewała toną oleju, kilogramami soli podlewając na koniec colą i mieszając w betoniarce, by pokazać jak to wszystko wygląda w naszych żołądkach i wzdrygam się, jak taka mała zgrabna i pyszna frytka może przynieść tyle szkód dla organizmu. Oczywiście od razu wtedy spoglądam na moją małą córkę i żałuję, że pozbawiam jej takiego przysmaku.
Ale czy słusznie?



Jak już wspomniałam o tradycyjnej kuchni, nie sposób nie zauważyć, że ziemniaki również zadomowiły się na polskich talerzach. Oczywiście w zdrowej wersji podajemy je ugotowane bez grama tłuszczyku z niewielką ilością soli, koperkiem czy odrobiną masła. A przecież tak samo moglibyśmy podawać frytki usmażone powietrzem przy minimalnej ilości tłuszczu, dzięki urządzeniu jakim jest frytownica. Miałam okazję ostatnio przetestować Airfryer marki Philips, a ponieważ sprzęt jest warty uwagi to nie byłabym sobą gdybym się z Wami nie podzieliła opinią.



Jak się domyślacie frytownica to urządzenie, które przede wszystkim powstało z myślą
o zdrowych frytkach, którymi bez obaw może zajadać się cała rodzina. Czym różni się ich przygotowanie w takim sprzęcie? Wizualnie Philips Airfryer nie odbiega od tradycyjnych frytkownic, gdzie smażymy na głębokim tłuszczu. Mamy więc szufladę wykonaną
z nieprzywierającego materiału oraz kosz do którego włożymy nasze frytki. Obsługa sprzętu jest banalna żeby nie powiedzieć dziecinnie prosta. Na niewielkim panelu dotykowym mamy zaledwie kilka przycisków - włączenie, start/pauza, regulacja temperatury i ustawienie minut. Nie trzeba czytać instrukcji, ba nawet zastanawiać się co zrobić. Intuicja prowadzi nas sama. Przygotowanie w niej frytek jednak wygląda już nieco inaczej. Po obraniu ziemniaków, umyciu ich oraz pokrojeniu w paski zgodnie z instrukcją namaczamy je przez 30 minut. Po tym czasie dokładnie osuszamy frytki na ręczniku papierowym i umieszczamy w koszu airfryera. Całość (ponad kilogram) polewamy jedną łyżką stołową oleju (dobrze przeczytaliście!) i mieszamy. Smażenie przebiega dwufazowo. Najpierw ustawiamy temperaturę 160 stopni i pieczemy frytki 16 minut. Kiedy usłyszymy sygnał informujący o zakończonym działaniu, otwieramy szufladę, mieszkamy i włączamy ponownie tym razem w temperaturze 180 stopni przez 12 minut.

1,2 kilograma frytek,  nawet i więcej, bo w koszu mieści się czasem jeszcze odrobina, uzyskamy po 28 minutach. No, tak ale pewnie zapytacie co z 30 minutami,które zmarnowaliśmy na namaczanie, czemu ich nie doliczam?. Oczywiście przetestowałam i opcję bez namaczania i powiem Wam, że ja nie widzę żadnej różnicy. No może marszczą się minimalnie bardziej po ostygnięciu, jednak smak i wygląd pozostaje ten sam. A skoro tak
to po co czekać:P


Kiedy mówimy o smaku to trzeba powiedzieć  sobie jasno, frytki z airfryera smakują ciut inaczej niż te przygotowane tradycyjnie. Ale spokojnie te także są pyszne, chrupiące, smakują i wyglądają apetycznie, powiedziałabym nawet że mają tłustą powłokę na sobie jak te tradycyjne. Da się jednak rozpoznać która frytka była przygotowana we frytownicy a która nie. Na dowód tego, jakie są smaczne niech posłużą zdjęcia jakie wykonałam. Jak widzicie zdjęcie frytek jest wykonane po pierwszym smażeniu, w trakcie mieszania. Kolejnego nigdy nie zdążyłam zrobić, bo od razu zostawały zjedzone. Najlepiej smakują prosto z kosza:)


Airfryer to coś więcej niż tradycyjne urządzenie do frytek. Smaży on powietrzem nie tylko ziemniaki. Ja przygotowałam w nim również rybę. Pomyślałam sobie jak szaleć to szaleć
i postawiałam na domowy fast food. Dorsza pokroiłam w paski, zapanierowałam i ułożyłam
na sicie. Przyznaję się, że miałam stresa, bo moja rodzina uwielbia rybę i nie chciałam jej schrzanić. Po kilku minutach dorsz był chrupiący, soczysty i córka zjadła go ze smakiem nie przypuszczając, że niemal w ogóle nie miał tłuszczu. To, co ważne w przygotowywaniu ryb
i mięs to marynowanie. Ponieważ tutaj nie smażymy na oleju dobrze jest dodać odrobinę do marynaty, wtedy przygotowywane danie będzie soczyste i chrupiące.
Airfryer podobno nieźle radzi sobie także z pieczeniem. Do urządzenia została dołączona książka z przepisami na ciasta które nie tylko wyglądają na łatwe w przygotowaniu ale też sprawiają, że ślinka cieknie od samego patrzenia. Przyznam się w okresie świątecznym
w jakim testowałam sprzet postawiłam na tradycyjne pieczenie, ale odkryłam inną zaletę urządzenia. 
Kiedy urządzamy przyjęcia również tradycją jest  suto zastawiony stół. W święta w mojej rodzinie nogi stołu niemal się uginają od ciężaru potraw i nie sposób zjeść wystkiego co zostało zaserwowane. Nie ma więc innej opcji, trzeba całość co jakiś czas podgrzewać. Jak to wygląda w praktyce - pieczemy, smażymy na tłuszczu, potem do odgrzewania również dodajemy tłuszcz, żeby nie było za suche. Słowem im później siadamy do stołu, tym więcej kalorii pochłaniamy. Dzięki Airfryerowi w tym roku bylo inaczej. Całe jedzonko zapakowałam do urzadzenia, ustawiłam temperaturę , czas 3-4 minuty i gotowe. Z szybkością dań z mikrofali otrzymałam chrupiące i apetyczne, bez dodatkowego tłuszczu jedzonko. Rodzina nie poczuła różnicy w smaku więc pełen sukces. To zdecydowana zaleta tego urządzenia, która sprawdzi się też na co dzień, bo nie oszukujmy się, niemal każdy z nas korzysta w kuchni z mikrofalówki i konsumując przeklina gumowe i gąbczaste jedzenie. Tutaj tego  unikniemy.
Do tego nie musimy tracić czasu na sprzątanie. Kosz umyjemy pod zlewem w płynie do naczyń, a samą misę ze środka można włożyć do zmywarki. Choć tak naprawdę jej umycie zajmuje nie więcej niż minutę. Jestem absolutną zwolenniczką kuchennych sprzętów, które myją się tak przyjemnie. Żeby moja sokowirówka tak się dawała posprzatać:)


To o czym warto wspomnieć to ograniczenie emisji zapachu potraw. Wiecie czego nie lubię
w gotowaniu najbardziej? Tego, że po smażeniu frytek, ryb, grzybów jedzenie czuć długie godziny nie tylko w mojej kuchni ale i na ubraniach, włosach. Airfryer ogranicza ilość powietrza jaka wydostaje się ze sprzętu i dzięki temu nie zdradzicie się z tym co przygotowaliście. Będzie wiadomo, że coś smażycie, ale co będzie daniem popisowym zostanie sekretem do czasu kiedy pojawi się na stole.
No ale oprócz zalet, urzadzenie ma też wady. A dokładniej jedną - krótki przewód. Sprzęt taki jak frytownica podczas smażenia uwalniaja z góry ciepłe powietrze, dlatego też musimy je postawić w miejscu gdzie nie będzie nad nim szafek czy firanek. Jeśli nie mamy w takim miejscu gniazdka potrzebny będzie przedłużacz. 
Airfryer Philips ma wiele zastosowań, zbawienny wpływ na nasze zdrowie i jest niezwykle prosty w obsłudze. Jeśli jesteście wychowani tak jak ja na kuchni tradycyjnej i lubicie zjeść coś chrupiącego bez obaw że odłoży się w bioderkach zdecydowanie warto się w niego zaopatrzyć.A jeśli jeszcze się wahacie to wyobraźcie sobie uśmiech swoich dzieci na widok frytek serwowanych co jakiś czas na obiad:) Niech żyje fast food!

17 komentarzy :

  1. Nie wiedziałam wcześniej, że istnieje taki sprzęt.
    Kusząca propozycja, szczególnie po tak wyczerpującej recenzji. Daj znać, jak sprawdzi się w pieczeniu ciast i innych dań

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też do niedawna żyłam w nieświadomości a teraz od paru tygodni nie mogę uwierzyć że mogłam bez niego funkcjonować:))
      W planie mam ten sernik o którym pisałam więc się pewnie niedługo odezwę no i kombinuję jakby tu zrobić by upiec w nim placki ziemniaczane:)

      Usuń
  2. recenzja bardzo fajna bo i sprzęt super. Ja ostatnio przerzuciłam się na gotowanie na parze

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam w domu parowar tylko wstyd się przyznać że użyłam do zaledwie raz. Co najchętniej przygotowujesz? Szukam inspiracji która mnie pchnie by go wyjąć:)

      Usuń
  3. Ja też ostatnio kupiłam steemer do gotowania na parze :) Frytek przyznaję że mam już trochę dość, po 2 latach mieszkania w Irlandii, gdzie do wszystkiego prawie je się dodaje, ale takie "domowe" frytki na pewno dużo zdrowsze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Domowe są zdrowsze i mają zupełnie inny smak. Kto raz spróbuje to nie przestanie:)) Ja robię frytki kilka razy w tygodniu mam nadzieję że mi się nie znudzą:P

      Usuń
  4. Frytki lubię od czasu do czasu, czyli mniej więcej 3 razy do roku więc maszyny raczej nie potrzebuję ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Airfryer świetnie się sprawdza do odgrzewania potraw. Daje efekt piekarnika w czasie w jakim przygotowałabyś to danie z mikrofalówki. Warto jednak się skusić:)

      Usuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie wiedziałam, że są w ogóle takie sprzęty! wpadłam na Twój blog i utknęłam :) Brawo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja niestety wiedziałam i bałam się sprawdzić....ile to było niepotrzebnych kilogramów temu?:P

      Usuń
  7. Nie dość, że kocham frytki to jeszcze taki wpis mi wpadł w ręce z apetycznymi frytkami... ;) Bardzo dobrze! :D Świetny, praktyczny sprzęt. Muszę o nim pomyśleć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest super! Nie tylko do frytek. Ostatnio zrobiłam w nim sernik z przepisu z książeczki i wyszedł bajka:P

      Usuń
  8. Tez nie wiedzialam o takim sprzecie, ale moze to i lepiej bo moj M. jadlby frytki na obiad przy kazdej nadarzajacej sie okazji :P A tak przynajmniej namawiam go na inne warzywa niz ziemniaki :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A może by inaczej. Ja kroję w drobne słupki marchewkę pietruszkę, ziemniaki...wcześniej namaczam w wodzie z cukrem. Po usmażeniu powietrzem.....niebo w gębie

      Usuń
  9. Jestem posiadaczką frytkownicy (akurat innej marki - Tefal) od kilku miesięcy i jakoś nadal nie mogę się do niej przekonać. Niby frytki są ok, można w niej też piec kurczaka, ale mam wątpliwości co do zasady, że olej należy zlewać i używać nawet do 12 razy. Mój mąż nie ma wobec tego oporów, mnie się to wydaje niesmaczne i niezdrowe:/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli to urządzenie jest dla Ciebie- tutaj jedna łyżka stołowa oleju na 1,2 kg ziemniaków i to za każdym smażeniem nowa!:P

      Usuń

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia