Czy Philips Lumea BRI956 to spełnienie marzeń o bezbolesnej depilacji?

30 kwi 2017

Niespełna rok temu pisałam Wam tutaj  o moim marzeniu dotyczącym depilacji. Mimo, iż depilatora używam i jestem 
z niego zadowolona chciałam przetestować i sprawdzić efekty bezbolesnej i przyjemnej depilacji światłem. Dzięki trnd miałam możliwość przetestować w ostatnim czasie urządzenie Philips Lumea model BRI956 i mogę podzielić się z Wami swoimi odczuciami. 


O depilacji światłem czytałam wiele - jest bezbolesna, zabiegi wykonuje się nawet co 8 tygodni, szybko się ją przeprowadza, a od niedawna można ją wykonywać w domu. Nie da się obok takich obietnic i zalet przejść obojętnie. Problemem, który jednak dla mnie był nie do przeskoczenia i stał się główną przyczyną nie posiadania tego urządzenia przedstawiał się ceną. Obecnie wartość modelu BRI956 to około 2500 zł. To sporo. I to właśnie ta cena zrodziła w mojej głowie pytanie: czy warto inwestować w taki sprzęt tyle pieniędzy? Zanim odpowiem na to pytanie, opowiem Wam 
o moim pierwszym spotkaniu z Lumeą. 
Po wyjęciu jej z pudełka czułam się trochę jak w bajce rodem z kosmosu. Lumea wygląda bowiem jak broń przyszłości 
i trochę nią jest. Jej wrogiem były małe i duże włoski na moim ciele. A że Philips to firma nastawiona do świat pokojowo to zamiast amunicji, zwalczałam je całkowicie bezboleśnie - światłem! 


W nowym wydaniu (BRI956 to model udoskonalony) Lumea posiada 3 dodatkowe nakładki. Każda z nich przeznaczona jest do specjalnych obszarów ciała, tak by zabieg był, jeszcze skuteczniejszy. Końcówki pachy, bikini i twarz różnią się wielkością okienka i filtrem jaki został w nich umieszczony. 
Zanim przystąpiłam  do pracy z Lumeą zainstalowałam na telefonie specjalną aplikację. To ona stała się strażnikiem moich zabiegów. Po wybraniu modelu oraz zabiegów pilnowała dat, tak bym nie przeoczyła depilacji. Przydało się to niesamowicie. Dwa tygodnie mijają tak szybko, że nie łatwo pamiętać, że to już nadszedł dzień kolejnego zabiegu. 


Na początku zabiegi z urządzeniem Lumea stosuje się równocześnie z tradycyjną depilacją. Dlaczego tak się dzieje. Lumea swoim światłem trafia do cebulki włosa i osłabia ją tak, że włos jest słabszy, rośnie wolniej, aż pewnego dnia nie pojawia się wcale. Zanim jednak to ostatnie nastąpi potrzebne jest kilka zabiegów. By dotrzeć do samej cebulki najlepiej używać światła bezpośrednio na cebulkę czyli po depilacji. To właśnie ten opis sprawił, że uważałam że Lumea się nie sprawdzi. Po pierwszym zabiegu przecież nic się nie zmieniło. 



Samo stosowanie Lumei było zaś banalnie proste. Przypominało mi trochę suszarkę do włosów. Po włączeniu słychać nawet podobny szum. Jednak panel przycisków zamieszczony na górze daje nam do zrozumienia, że to coś zupełnie innego. Przeczytałam więc instrukcję i wzięłam się za zabieg. Najpierw wykonałam test skóry, który miał dobrać odpowiednią moc błysku. Po przyłożeniu do skóry urządzenia i kliknięcia lupy to wyszukało jaka moc światła przyniesie najlepszy efekt. W moim przypadku był to poziom 5 na całym obszarze ciała. W przypadku nóg był to dobór odpowiedni. Nic nie bolało, zabieg był szybki i przyjemny. Po zmianie końcówki, na tę do pach, nie było już tak przyjemnie. Mimo, że test wskazywał intensywny zabieg okazało się, że po naświetleniu z taką mocą odczuwałam pieczenie. Koniecznie było więc zmniejszenie siły światła. Lumea pozwala na szczęście wybierać także poziom manualnie. Wszystko to z myślą o nas, byśmy zabieg przeprowadzały jak najbardziej komfortowo. 


Pierwsze zabiegi tak jak zakładała instrukcja wykonywałam  dwa tygodnie. Tak jak pisałam po pierwszym z nich nie było różnicy. Po drugim zauważyłam drobne zmiany. Włoski na nogach odrastały już tylko w niektórych obszarach. Pachy i bikini pozostały bez zmian. W poradniku załączonym do urządzenia wyczytałam, że warto w tym początkowym czasie ograniczyć również tradycyjną depilację. Ponieważ pogada sprzyjała przychyliłam się ku temu rozwiązaniu. Po trzecim zabiegu byłam już zaskoczona. Włosków odrosło zdecydowanie mniej. Na nogach pojawiły się już tylko w niektórych miejscach. Pod pachami były ale już bardzo słabe, to samo w okolicach bikini. O nakładce do twarzy niestety nie mogę się wypowiedzieć. Nie nie miałam potrzeby jej używać, ale myślę, że jest ciekawym rozwiązaniem dla tych kobiet które walczą z wąsikiem. Osłabianie włosków tutaj z pewnością jest lepsze niż ich skracanie i wzmacnianie.
Przede mną zabieg numer 4 i wiążę z nim duże nadzieje. Jednocześnie obserwując efekty jestem w stanie uwierzyć w obietnicę producentów, że Lumea po 5-6 zabiegach jest wstanie zapewnić mi gładkie ciało na całe 8 tygodni. 
Czy jednak mimo tych zalet warto zainwestować pieniądze w Lumeę? Z wyliczeń specjalistów Philips wynika, że Lumea wyzwala błyski pozwalające jej obsłużyć jednego użytkownika zapewniając efektowne działanie przez 20 lat. Postanowiłam więc sprawdzić jej cenę porównując ceny zabiegów jakie wykonywałabym innymi metodami w tym okresie czasu. 
Gdybym goliła się tradycyjną maszynką musiałabym kupić przynajmniej 4 jednorazówki na miesiąc, 1 piankę na 3 miesiące no i zużyłabym wodę. Za maszynki zapłaciłabym w tym okresie 1920 zł (zakładam, że płacę 2 zł za sztukę), za piankę 1200 zł (15 zł opakowanie)... . Kosztu wody nie muszę już chyba dodawać i tak kwota przekracza 3000 zł więc jest zdecydowanie wyższa od Lumei
Z kolei gdybym wybrała depilator to myślę, że musiałabym go wymieniać co dwa lata. Depilator ze średniej półki kosztuje około 250 zł. W okresie działania Lumei wydałabym więc 2500 zł. 
W tym ostatnim zestawieniu zatem koszty są zbliżone, choć depilator wyszedł tutaj ciut taniej biorąc pod uwagę fakt początkowej dwutorowej depilacji w przypadku Lumei. Mimo, to za Lumeą przemawia jednak to, że jest to całkowicie bezpieczny i bezbolesny zabieg. Choć obecnie używam depilatora i jestem z niego zadowolona, nie mogę powiedzieć, że używanie go nie boli, że skóra się przyzwyczaja i odczucia przy zabiegu są mniejsze. Lumea pod tym względem zdecydowanie przoduje. 


Choć nie piszę o wadach to Lumea nie jest od nich w pełni wolna.  Mimo tego, że jest to drogie urządzenie uważam że nie do końca dało się je dopracować. Ładowarka Lumei to prawdziwa cegła. Byłam tym szokowana, bo Philips już od dawna zmniejszył gabaryty swoich ładowarek do minimum. Tutaj niestety klops! Z Lumeą więc w podróż raczej się nie wybierzemy. Choć kiedy już będziemy ją używać zaledwie raz na 8 tygodni może nie być takiej potrzeby. 
Mój test z Lumeą jeszcze się nie kończy. Dlatego też moje dalsze zmagania z nią będziecie mogli obserwować na Facebooku. Ale już teraz cieszę się, że mogłam ją poznać i wiem że warto odkładać na nią pieniądze. Z pewnością za parę miesięcy trudno będzie mi się z nią rozstać. Akcja trnd zakłada, że urządzenie po teście należy zwrócić. Co zatem zyskałam? Dla Ciebie napisałam recenzję bez cukru, a sama przekonałam się, że depilacja światłem to depilacja idealna, a BRI956 to moja pozycja numer jeden w liście do Świętego Mikołaja. Teraz pozostaje mi tylko bycie grzeczną:) 

8 komentarzy :

  1. Ostatnio trafiłem na artykuł o fotodepilacji https://www.kosmetolozki.pl/kosmetologia/fotodepilacja-co-sie-za-tym-kryje.html i z tego co czytam to masz rację, temat chyba naprawdę warty uwagi :)

    OdpowiedzUsuń
  2. dorosne do tej decyzji, oszczedze i chyba kupie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. hmm może się w końcu skuszę na jakąś nowość w domu ;p dotychczas depiluję się bardziej "tradycyjnie":)

    OdpowiedzUsuń
  4. Super recenzja, ja narazie wiem, że nie skuszę się na taki wynalazek, bo po prostu szkoda mi 2500 zł. Mam depilator, względnie nowy, ale nie chce mi się go używać (jak już zabieram się za depilację, to zajmuje mi to jakieś 2 godziny) i zazwyczaj wybieram maszynkę, dzięki której efekt na nogach utrzymuje się...2 dni:) Niemniej jednak jakby ktoś sprezentowałby mi takie urządzenie, na pewno bym nie pogardziła:) Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  5. Jakiś czas temu rozważałam zakup tego cuda, jednak nadal nie czuje się w pełni przekonana... Tradycyjna depilacja jest dość uciążliwa, a zabiegi w salonie kosmetycznym drogie... Muszę się jeszcze zastanowić ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Marzy mi się taki sprzęt, ale nadal się waham czy to dobra inwestycja

    OdpowiedzUsuń
  7. Super urządzenie, ale cena zaporowa :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo fajny wpis. Już od długiego czasu zastanawiam się nad kupnem takiego cuda. Chyba się zdecyduję ♥

    lifebysusanna.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia